ludzie mówią, że życie to jest to ale ja wolę sobie poczytać
poniedziałek, 26 września 2011
Slice Of Life

Hello Dexter, my old friend...

To już szósta seria i dlatego jesień jest moja ulubioną porą roku!

Tagi: Dexter serial
19:26, arturobandim
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 września 2011
138.

To juz chyba przedostatnia część o madrej, pięknej, subtelnej i słodkiej Georgii ;)

Najpierw Bóg Miłości - Masimo z Włoch każe jej czekać chyba z milion lat na odpowiedź czy chce być jej chłopakiem, potem mówi jej, że jeszcze nie jest gotowy na poważny związek (na szczęście patyczkowatej Lindsay mówi to samo), Dave Jajcarz chce nagle wszystko brać na poważnie a Robbie wraca z Krainy Kangurów. No, kto jak nie Georgia by sobie z tym poradził! Nikt! 

137.

Taki średni ten kryminał. Tak jakby autor chciał wpleść wiele wątków na trzystu stronach i dlatego jest przeładowany i trochę nieciekawy.

John Hilling jest dziennikarzem, ma żonę i akurat rodzi mu się córeczka. Na wakacjach na wsi dowiaduje się, że guru pewnej sekty popełnia samobójstwo. No i cos mu się nie podoba w tej sprawie dlatego drąży dalej... Ale jest tu potem i prawica duńska nie nawidząca imigrantów, nieczyste polityczne koneksje z Afryką, kryzys w związku Johna, wspomnienia o jego byłej żonie, która zaginęła kilka lat temu, niefajny nowy prezes gazety i lumpeks jako centrum dowodzenia.

Można przeczytać, ale czy trzeba? 

środa, 21 września 2011
136.

Georgia znów w tarapatach!

Rodzice zabierają ją i JasWielkieGacie do Ameryki ("Jeszcze nie zobaczyłam tu ani jednej osoby bez wąsów. Szczerze mówiąc, niezbyt atrakcyjnie to wygląda u kobiet"), ale Georgii nie udaje się znaleźć tam Massima. Za to kiedy wraca ze Stanów przeżywa z nim nieziemską randkę tylko że on nie jest pewien czy chce być jej chłopakiem. Dave Jajcarz - najlepszy kumpel smali do Georgii cholewki, ale ta znów zaczyna myśleć o Robbim - Bogu Seksu i wszystko się komplikuje!

135.

Moja bratanica bardzo mnie namawiała na przeczytanie tej książeczki, dlatego nie mogłam jej odmówić!

Róża to baletnica, jej mama też była kiedyś tańczyła, ale po wypadku samochodowym jeździ na wózku. Dziewczynka ma swój balet, najlepszą koleżankę Oliwię i magiczne czerwone baletki - kiedy je zakłada przenosi się do zaczarowanej krainy, gdzie zawsze ma jakąś niezwykłą przygodę. Tym razem musi odzyskać berło skradzione przez pewnego bardzo złośliwego skrzata.

Przyjemnie się czyta a dla zainteresowanych baletem dziewczynek na końcu książki jest opis i rysunki podstawowych kroków baletowych.

wtorek, 20 września 2011
134.

Tyle się napisałam o tej książce, która bardzo mi się podobała w dodatku, i głupi komputer mi się zawiesił sekundę przed publikacją... nie mam już teraz siły, jutro napiszę więcej.

niedziela, 18 września 2011
133.

Nie wiem, jak to możliwe, że ta sama autorka napisała dwie całkiem niezłe powieści i dwie słabe, aż zęby bolą od czytania. Ta zalicza się do tej drugiej kategorii...

Darcy i Rachel to najsłabiej napisane bohaterki EVER. Jedna jest pusta, małostkowa i przemądrzała a druga zahukana, nieporadna i zagubiona. Są tak wyraziste i okreslone w swoich charakterach, że nie da rady pomysleć, że są prawdziwe, wiarygodne.

Darcy po rozstaniu z Dexem wyjeżdża do Londynu, kupuje stosy markowych ubrań aż kończą jej się pieniądze, zakochuje sie zatem w zamożnym ginekologu (jest w ciąży przecież, ale czy to ważne... dla niej nie) ale okazuje się, że w głębi serca kocha swojego przyjaciela z dzieciństwa Ethana. On ją też. Koniec.

13:43, arturobandim
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 września 2011
132.

Hej, pamiętacie tego pisarza, który po narkotykach bawił się ze swoją żoną w Wilhelma Tella i niefortunnie nie trafił w szklankę z drinkiem, którą miała na głowie i zabił ją... to właśnie William S. Burroughs.

Nie czytałam wcześniej jego książek i chyba nie sięgnę już po inne, bardzo lubię Bukowskiego a jeszcze bardziej Fante, ale Burroughs mnie trochę znudził. Może on był i kontrowersyjny ale w latach 50. czy 60. teraz to już po prostu zwykłe gejowskie opowieści.

William Lee jest żałosnym, choć jeszcze nie takim starym, dziadem ("pora tobie do grobu stary żałosny dziadu/ nie na gry i zabawy młodości") szukającym po knajpach Meksyku jakiegoś chłopaka. Znajduje w końcu Allertona, ale ten trochę chciałby i trochę się boi, w każdym razie wyjeżdżają razem do Ameryki Południowej szukać yenge. Koniec.

131.

Kolejna smutna książka Jodi Picoult, jaką przeczytałam. Nie wiem ile sił ma ta kobieta, by pisać takie przygnębiające historię lub też ilu pomocników - reasercherów, redaktorów, ghost writerów - trzyma w zanadrzu, że sama nie przypłaca pisania tych powieści załamaniem nerwowym.

Szkielet konstrukcji jest bliźniaczo podobny do "Bez mojej zgody".

Sean i Charlotte poznają się kiedy ona ma już córeczkę z poprzedniego związku - Amelię. Pragną mieć własne dziecko, ale długo im się to nie udaje. Kiedy w końcu Charlotte zachodzi w ciążę (prowadzi ją jej przyjaciółka-położnik Piper) okazuje się, że dziecko jest strasznie chore. Mała Willow cierpi na łamliwość kości - wzięcie na ręce, szybki bieg czy hamowanie w samochodzie może ją połamać. Kiedy zaczyna się akcja powieści Willow ma 5 lat i za sobą ponad pięćdziesiąt złamań. A jej matka, zainspirowana insynuacjami prawników, zaczyna sprawę w sądzie przeciw swojej przyjaciółce-położniczce o "niedobre urodzenie". Chce udowodnić (choć to OCZYWIŚCIE nieprawda), że gdyby wiedziała o wadzie Willow wcześniej, mogłaby usunąć ciąże. Jest to trudne i dramatyczne wyznanie, ale Charlotte jest zdeterminowane - chce wygrać odszkodwanie, które pozwoli jej córce mieć lepszy wózek, wyjeżdżać na obozy chorych dzieci, spłacić hipotekę. 

No i co my tu mamy ... proces sądowy (jak w "Bez mojej zgody"), rozpadające się małżeństwo (jak w "Bez mojej zgody"), oszalałą z bólu matkę (jak...), nastoletnie rodzeństwo - przerażone sytuacją i osamotnione (tu - bulimia, tam - piromania), prawnika z własnymi problemami oraz sprawę w sądzie, która nie kończy niczego... (to już musicie Państwo przeczytać sami).

Dobrze się czyta, bo Picoult jest sprawnym rzemieślnikiem, ale po tamtej powieści byłam bardziej wzruszona, myśłałam, że to ciekawa, unikatowa historia. A teraz, kiedy przeczytałam prawie że kalkę tamtej opowieści - to myślę sobie, że Picoult ma niezły tupet, by ten sam pomysł, zmieniając bohaterów, opowiedzieć jeszcze raz.

poniedziałek, 12 września 2011
130.

Zachęciła mnie ta książka z tęsknoty za Harrym Holem, ale powinnam się spodziewać, że takiego jak on bohatera już nigdy (NIGDY!) nie spotkam...

Jest to niezły, ale nie najlepszy, taki sobie przeciętny kryminał z Islandii.

Bawiące się na nowo budowanym osiedlu dziecko znajduje kość, okazuje się, że ciało leży w tym niemym grobie już kilkadziesiąt lat. Do odkrycia, kim jest ta osoba, zabiera się Erlendur i jego dwoje podopiecznych. Tajemnica sięga daleko w przeszłość... Jest przemoc domowa, amerykańskie wojsko i córka narkomanka komisarza policji. Dobrze się czyta, ale nie bardzo trzyma w napięciu.

 
1 , 2
O autorze
Tagi