ludzie mówią, że życie to jest to ale ja wolę sobie poczytać
niedziela, 24 marca 2013
13. "Pewnego dnia, synku, cały świat pozna twoje imię."

19:05, arturobandim
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 marca 2013
12. "Dbałość o słowa, zaangażowanie w tekst, wiara w potęgę książek - wobec tych rzeczy niknie wszystko inne".

08:27, arturobandim
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 marca 2013
11. "Jak się dobrze rozejrzysz, to zauważysz, że ludzie wciąż mają tu odrobinę krzywe nogi."

 

Harry Hole, mój kochany, to nasze ostatnie spotkanie...

W pierwszej części o dzielnym policjancie z Norwegii poznajemy Harrego Hole'a w Sydney, gdzie ma za zadanie rozwiązać zagadkę zabójstwa młodej Norweżki. Harry juz jest alkoholikiem, juz jest cwany, już wiele kojarzy, ale tu uczy się niezłego warsztatu od Andrew Kensingtona i miejscowych meneli... na plus też kilka legend o dalekiej Australii. 

A ja na starość, za jakieś dziesięć lat, przeczytam wszystkie części przygód Harrego Hole'a w takiej kolejności, jak były pisane... to dopiero będzie frajda! 

wtorek, 19 marca 2013
10. "Jesteśmy wspólnotą, która mieszka na skale dryfującej w przestrzeni, jakbyśmy szukali Pana Boga we mgle".

Wspaniała jest ta powieść. Świetnie się czyta: wartko, trochę jak kryminał, trochę jak romans, trochę jak "Imię róży" trochę jak Cortazar (Siostra Cora=Siostra Dora). Jest o niej teraz bardzo głośno i może zastanawiacie się czy słusznie, czy nie, czy czytać czy zostawić czy to kolejny Zafon czy nie, czy warto poświęcić kilka dni na takie tomiszcze... ja mówię: tak, warto. Sami sięgnijcie po list-spowiedź Adriana Ardevoli, niekochanego przez rodziców małego skrzypka, z którego wyrasta antykwariusz-naukowiec wiecznie nieszczęsliwie zakochany opowiadacz historii.

Jeśli tylko lubicie zaprzyjaźniać się z bohaterami, poznawać historię ich rodziny kilka pokoleń wstecz, lubicie być mamieni opowiadaniem, wciągani w zakulisowe histrorie - to jest dla was książka. Ja, wyznaję, nie żałowałam ani chwii przy niej spędzonej.  

14:11, arturobandim
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 marca 2013
9. "Nie pozostaje już nic innego, jak włożyć ręce do kieszeni i trwać przy swoim."

O czymkolwiek byście nie pomyśleli, Munro już to opisała. Czegokolwiek byście się nie bali, ona już to nazwała słowami. Cokolwiek by was radowało, ona już to zamknęła w zdania, opowieści, frazy... Alice Munro jest takim mistrzem, że naprawdę czasem dziwię się jak ktoś może jeszcze pisać, próbować pisać po niej...  

19:27, arturobandim , Mistrz
Link Dodaj komentarz »
sobota, 09 marca 2013
8. "Uważała, że pisarz powinien włożyć więcej wysiłku w pisanie książki niż ona w jej czytanie."

Ja też, tak jak Madeleine, uważam, że pisarz powinien się postarać mnie zająć, opowiedzieć mi historię, wiedzieć więcej i przedstawić świat tak, żebym w niego uwierzyła, tchnąć ducha w bohaterów, żebym mogła się z nimi zakolegować lub znienawidzieć ich.

Eugenides jest jednym z moich ulubionych pisarzy a "Middlesex" to jedna z najlepszych powieści jakie czytalam ever (właśnie, chyba ją sobie przeczytam znów... hmm) dlatego bardzo byłam ciekawa jego kolejnej książki. Naczytałam się wcześniej recenzji, nasłuchałam w radio i w końcu tydzień temu dostałam ją na urodziny. I jestem zachwycona!

Madeleine, Mitchell i Leonard to znajomi z uczelni, kiedy ich poznajemy jest rozdanie dyplomów. Madeleine kocha się w Leonardzie, który kocha się w sobie samym za to Mitchell kocha się w Madeleine, ale nie ma odwagi/charakteru/ikry, żeby jej to pokazać. Wszystko jest delikatne, niedopowiedziane, każde z nich idzie własną drogą aczkolwiek z pewnością się one przetną (nie raz).

Najwartościowsze są tu postacie. Madeleine - zaczytana w wiktoriańskich powieściach panienka z dobrego domu, która na uniwersytecie nie wie, jak ma się określic, jaką siebie stworzyć np. chodzi na zajęcia z Derridy tylko dlatego, że podoba się jej Leonard. Potem, naiwnie, ale z czystymi intencjami, myśli, ze może uratować kogoś od choroby psychicznej samym pozytywnym nastawieniem, świeżym powietrzem i grą w tenisa.

Leonard - skupiony, za bardzo, na sobie biolog, rozpamiętujący nieudane (czy na pewno?) dzieciństwo, na nie zwala winę za swoją chorobę, nieudolność, nieumiejętność kochania. Sam dla siebie jest najlepszym zjawiskiem, królikiem doświadczalnym, lekiem i zniszczeniem.

No i Mitchell - spokojny chłopak, student religioznawstwa, który szuka sposobu na siebie i swoje życie. Beznadziejnie zakochany w Madeleine widzi w niej przyjaciela, kochanka i rozwiązanie własnych bolączek. Jego podróż do Indii jest tylko przyznaniem się do tego, co wiedział/czuł już wcześniej. 

Polecam!

16:48, arturobandim
Link Dodaj komentarz »
7. "Czyta pani cokolwiek pani doktor? Żyje pani na tym świecie?"

Czytam coraz więcej, powoli wracam do siebie...

O autorze
Tagi