ludzie mówią, że życie to jest to ale ja wolę sobie poczytać
środa, 30 listopada 2011
174.

Kupiłam sobie tę książke na Gwiazdkę, ale przeczytałam wczoraj.

Bardzo się cieszę, że ją przeczytałam, bo od pierwszej powieści jestem wielką fanką autorki. Uważam, że "Bękart ze Stambułu" jest trochę ciekawszy niż "Pchli pałac" i nie czytałam jeszcze "Luster miasta", ale za każdym razem podobało mi się prowadzenie bohaterów, narracja, ich rozmyślania i opinie.

Ta książka to nie powieść. Niewiele jest tu zmyślonych rzeczy, wręcz myślę, że nie ma żadnych (bo któż z nas nie ma w sobie Panny Intelektualistki Cynicznej). Jest zapisem depresji poporodowej ze wszystkim, co może ona przynieść. Ze smutkiem, jaki może nas spotkać, z niemożnością znalezienia siebie, z miłością do dziecka, której nie umie się okazać i z zagubieniem, którego nikt nie może zrozumieć.

Ale większość opowieści to dorastanie Safak do myśli o macierzyństwie, do tej decyzji, którą należy/nie należy, powinna/nie powinna podjąć. Moimi ulubionymi fragmentami są te, które opowiadają o wielkich pisarkach w aspekcie rodziny i macierzyństwa. O Toni Morrisson, Alice Walker ale też o George Elliot, George Sand i siostrach Bronte. Ich życiwych wyborach, poświęceniu dzieciom lub karierze, ich podejściu do mężczyzn i szukaniu autora w sobie.

Świetna książka! Naprawde polecam Wszystkim.

Tagi: Elif Safak
14:39, arturobandim
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 listopada 2011
173.

Każda opowieść ocalonego z Shoah jest ważna, każda jest jedyna w swoim rodzaju, każda historia Sprawiedliwego zasługuje na wysłuchanie i docenienie. Hanna Krall, jak zawsze, umie opisać to tak, by było prawdziwe, pokazuje ludzki wymiar i zwyczajność często bohaterskich, casem haniebnych, czynów.

Zawsze warto to przeczytać!

20:35, arturobandim
Link Komentarze (1) »
172.

Wspaniale było spędzić dobę z Jo Nesbo i Harrym Hole! Po tych kilku dniach z Norą Roberts, to jak powrót do domu po długiej nieobecnosci, gdzie wiesz, że kurz i szarzyzna, smutek i przygnębienie już na ciebie czekaja, ale sa na tyle swojeskie i twoje, że nie możesz doczekać się spotkania z nimi.

Czytając tę część pierwszy raz żałowałam, że nie czytam opowieści o komisarzu Hole po kolei, tak ja Nesbo pisał. Że byłam taka zachłanna i musiałam przeczytać od razu wszystko, co wpadło mi w ręce a nie czekałam, by powoli poznawać Harrego, jego przyjaciół, smutki, radości.

W tej części poznałam Ellen, o której wiele czytałam w poprzednich; wiedziałam już jak zakończy sie sprawa, którą tu rozwiązała i przez którą Hole miał tak ciężką depresję. W tej części pojawia się Halvorsen (!) i Rakela (!) a Moller - przelożony Harrego - jest jeszcze młody duchem choć i tak już marzy o Bergen.

Sprawa, z którą przyjdzie się zmierzyć Harremu ma swoje korzenie bardzo głęboko w przeszłości. Dotyczy przyjaciół z wojska i ich trudnych losów powojennych, ich miłości i rozczarowań, ich wiary w naród i poczucia niesprawiedliwości. Bardzo dobrze się czyta. Książka jest wciagająca i trzyma w napięciu. Polecam (jak zawsze)!

niedziela, 27 listopada 2011
171.

Pierwszy raz przeczytalam przygody Lassego i Mai, ale spodobali mi się więc może jeszcze sięgnę po ich perypetie.

W tej części na meczu sportowym ginie puchar. Podejrzanych jest kilkoro, w tym jeden pudel, ale dzieciom szybko udaje sie przeprowadzić analizę, podsumować wnioski i odkryć, kto dokonał tego niecnego czynu.

170.

Rodzice to też są... niby maja ferie świateczne, ale zamiast spędzać czas z dziećmi to wzieli się za remont. Kto to widział?! Na szczęście rozum im wraca i przychodzą - we dwoje - przeczytać filomenie bajke na dobranoc. Robi się z tego cały cyrk! Ale bardzo fajny :)

Tagi: dla dzieci
12:05, arturobandim
Link Dodaj komentarz »
169.

Bardzo ładna ta Filomena! i charakterna!

Rysunek wymarzonego konia, który wisiał na lodówce znajduje w koszu na smieci. Zła na cały świat wzywa na pomoc mamę. Ta mówi, że nawet najpiekniejsze rysunki muszą w ońcu odejść w niepamięć, by móc narysować coś nowego. Bardzo ładna kolorystyka!

Tagi: dla dzieci
12:02, arturobandim
Link Dodaj komentarz »
piątek, 25 listopada 2011
168.

Oj, jaka trudna książka dla takiego humanisty jak ja!

Ale miła i przyjemna w czytaniu i pożyteczna, bo z pewnością po jej lekturze nikt nie wpadnie w szpony hazardu, gdyż wyraźnie jest tam napisane, że to głupota i strata pieniędzy. Z maszynami nie da się wygrać! Polecam matematykom, którzy szaleją z radości gdy słyszą takie określenia jak "silnia" i "permutacja". Bez was byłoby smutno na świecie :)

167.

Skończyłam!

Ostatnia przyjaciółka z Kwartetu Weselnego, założycielka firmy ślubnej "Przysięgi", perfekcyjna, zorganizowana i zawsze nienaganna Parker też się zakochuje i, na końcu książki, szczęśliwie zaręcza z Melem, mechanikiem samochodowym, który gdyby nie jego męstwo, zachłanność i dobre serce, nie miałby u niej żadnych szans.

Chyba otworzę wieczorem butelkę szampana! (w domu czeka jeszcze jeden Jo Nesbo "zaoszczędzony" na taki właśnie czas!)

czwartek, 24 listopada 2011
166.

Laurel McBean juz od pierwszej części wyrastała na moją ulubienicę; w tym tomie, który jest poświęcony jej i jej wielkiemu uczuciu, utwierdza mnie tylko w swojej nieomylności.

Laurel jest cukiernikiem. Robi piękne weselne torty, muffinki, makaroniki, babeczki, ciasta, bezy, baklavy i wszystko, co smaczne i słodkie. Rzeźbi w cieście, głaszcze je, ozdabia, barwi - jest to jej namiastka idealnego domu, stabilnego i uporządkowanego. Laurel bowiem jest z rodziny, która zadłużona przez ojca musiała ciężko walczyć o przetrwanie a rodzice, mimo że przestali być ze sobą blisko, nie rozwiedli się. Żyli w ułudzie, obok siebie. Dlatego Laurel jest harda i nie chce być od nikogo zależna.

W opowieści o niej dowiadujemy się (ale można było już się tego domyślać z poprzednich części), że jest beznadziejnie i od zawsze zakochana w bracie swojej najlepszej przyjaciółki, Delu. Najpierw nieśmiało a potem coraz odważniej Laurel pokazuje mu wszystkie smaki swojej miłości i oczywiście on też się w niej zakochuje. Nie patrzy już na nią jak na przyjaciółkę młodszej siostry, tylko jak na kobietę, z którą chce spędzić życie.

Laurel jest najfajniejsza, bo jest zadziorna, trochę bezczelna, oddana przyjaciołom, ale nie mówi o uczuciach, jest wierna najbliższym, silna i niezależna. Poza tym ma sarkastyczne poczucie humoru a to zawsze jest mile widziane.

Zabieram się za ostatnią część - ciekawa jestem jak mechanik samochodowy Mel rozkocha w sobie perfekcyjną Parker...   

wtorek, 22 listopada 2011
165.

 

Druga czesc Kwartetu Weselnego opowiada o Emmie Grant. Florystce, odpowiedzialnej za ukladanie bukietow na przyjecia slubne, dla panny mlodej i druhen oraz cala oprawe kwiatowa w agencji slubnej "Przysiegi".

Emma jest mniej fajna od Mac, ale da rade z nia wytrzymac. Jest mniej fajna wedlug mnie, bo jest niepoprawna romantyczka a tego za bardzo nie rozumiem. Ale nie jest rozclamana niedojda wiec da sie ja choc troche lubic.

Emma pochodzi ze szczesliwej, wielodzietnej, troche meksykanskiej rodziny. Jest zywiolowa, piekna, zyczliwa, oddana swojej pracy, troche naiwna i wiecznie w dobrym humorze. Jack zas jest jej przyjacielem "od zawsze", kiedy zaczynaja cos do siebie czuc. Ale on jest niegotowy na taka wielka milosc i przysiege az po grob, bo lubi piwo, wypady do Nowego Yorku na mecz i pokera z kolegami. Dopoki nie zobaczy, jaka piekna wizje zwiazku sciele przed nim Emma...

Jeszcze dwie czesci przede mna i mam nadzieje je przeczytac, trzymajcie kciuki!

 
1 , 2 , 3
O autorze
Tagi